"Artystka"
Rozciągnięty
podkoszulek ubrudzony bliżej nie zidentyfikowanym produktem i jasne jeansy z
kwiatami naszytymi na udzie. Wysoki kok upięty z burzy włosów i kilka pasemek
uciekających z mocnego uścisku gumki. Dolna warga opuchnięta po ciągłym jej
przygryzaniu, a palce umorusane od pasteli i farb.
W
oddali pogodne, inspirujące takty piosenki, dzięki którym w jej mózgu
powstawały coraz to nowsze obrazy, a miliardy kartek walały się po pokoju. Na
środku drewnianego parkietu rozłożyła swoją małą pracownię. Przybory, które
kiedyś były posegregowane i ułożone teraz chaotycznie walały się w zasięgu jej
rąk. Nie miała czasu na odkładanie rzeczy na swoje miejsce, to było
marnotrawienie weny i skupianie się na głupich szczegółach. A ona musiała
tworzyć. Teraz, bez chwili zwłoki.
Na
kartce dużego formatu wiły się różnobarwne węże kresek i linii, tych
zaplanowanych i zupełnie przypadkowych. Znaki jej pracy znalazły się także na
policzkach i łokciach, a spodnie, których, w przypływie kreatywności i
wewnętrznej potrzeby artyzmu, nie zdążyła przebrać na znoszone leginsy.
W tle
zmieniła się muzyka, nieco przyspieszając i zupełnie zmieniając tempo pracy.
Teraz pociągnięcia były szybkie, pewne siebie, kredki tańczyły po papierze jak
Baby w Dirty Dancing, a sama artystka próbowała nadążyć sama za sobą.
Frustracja
wymalowana na twarzy, cichy krzyk, a potem głośniejszy i jeszcze bardziej, aż
zagłuszyła grającą muzykę. Kilka chwil i praca była w strzępach, porzucona w
innym kącie pokoju, bez ani jednego objawu skruchy i żalu. Twarz wygięta w
niesmaku, kilka łez gromadzących się w kąciku oka.
Kolejna
piosenka z playlisty i następny pomysł. Dynamika ruchów nie zaburzona, ciągle
tak samo zdyscyplinowana, wpasowująca się w rytm akurat płynącej melodii i
kolejne zniszczone prace i następne niedokończone szkice. Chwilka przerwy na
napicie się herbaty, wysłanie zdjęcia pobojowiska panującego w pokoju i powrót
do pracy.
Nie
zorientowała się, gdy na dworze ponownie zaczęło robić się jasno i gdyby nie
to, że ręce odmawiały jej posłuszeństwa, a zamglony mózg nie reagował
wystarczająco szybko to rysowała by jeszcze dłużej. Playlista w końcu się
skończyła, a na jej miejsce wkroczył śpiew ptaków i cichutkie pochrapywanie z
ust zmęczonej artystki śpiącej w otoczeniu swoich prac.
Komentarze
Prześlij komentarz