"Bukiet"

       Nie miał pojęcia co robić. Pociły mu się ręce, wszystkie kończyny trzęsły jakby nagle zachorował na Parkinsona. Świat wokół wirował i nie liczyło się nic oprócz małego domku na przedmieściach, w którym paliły się prawie wszystkie światła. Słyszał ciche takty muzyki wydobywające się z środka, cichy śmiech, tupot stóp.
       Przełknął ślinę, która nieprzyjemnie zbierała się w jego ustach. Ostatni raz wytarł dłonie o materiał garniturowych spodni, zakupionych specjalnie na tę okazję, przeczesał włosy palcami i zapukał do drzwi, nim ostatecznie miałby szansę się odwrócić i uciec.
       W środku podniosła się wrzawa, jedna osoba krzyczała przez drugą, aż w końcu jakiś bardzo rozbawiony głos nakazał reszcie się zamknąć. Klamka przekręciła się od zewnątrz, drzwi otworzyły się na oścież, a jego oczom ukazał się najpiękniejszy widok na całym świecie.
       Stał przed nim najpiękniejszy chłopak na całym świecie, ubrany w szary t-shirt opinający się na jego chudej, wąskiej klatce piersiowej i eleganckie spodnie pasujące do marynarki. Uśmiechał się od ucha do ucha lustrując przybysza od stóp do głów, po czym zwrócił wzrok na to, co trzymał w rękach.
       No tak, bukiet. Był piękny, o ile pęk kwiatów za dwadzieścia złotych może być piękny. Było w nim wiele kolorowych róż, kilka konwalii i tulipanów, a wszystkie rośliny związane były razem srebrną wstążką zakręconą przy końcach.
-Dla ciebie- niemal wyszeptał wręczając chłopcu prezent, na co jego oczy rozbłysnęły prawdziwym szczęściem. Kąciki ust mimowolnie podniosły się do góry, a zagłębienia na czole wygładziły się kompletnie, jakby nigdy ich tam nie było. Był tak niesamowicie piękny.
-Dziękuję- odpowiedział równie cicho nastolatek i odebrał wiązankę. Przybliżył ją do nosa i powąchał, uśmiechając się jeszcze szerzej, o ile to w ogóle było możliwe.- Moment- odwrócił się szybko i wbiegł w głąb domu. Po chwili wrócił już bez bukietu i zatrzasnął za sobą drzwi. Zrównał się z drugim, po czym delikatnie chwycił jego dłoń. Obie były dość duże, ale to nic, pasowały do siebie idealnie.- Myślałem, że nie przyjdziesz- cisza szczelnie ich otulała, ale czuł potrzebę wyznania swoich lęków.
-Przepraszam- wymamrotał i niemal niezauważalnie splótł ich palce.- Wynagrodzę ci to.

Komentarze