"Miód i stokrotki"

       Zawsze pachniała jak przedziwna mieszanka miodu i stokrotek, zapewne z powodu jej zamiłowania do ziołowej herbaty i okropnie słodkich perfum, od których kręciło mu się w głowie. Puszczała jednak jego uwagi mimochodem, bo to właśnie on podarował jej buteleczkę mdłego zapachu, gdy byli jeszcze na studiach. Miała długie, blond loki, które przepięknie układały się na jej ramionach, opadając kaskadami na plecy. 
       Duże oczy w kolorze wzburzonego oceanu przyciągały innych niczym magnes, gdy już się w nie spojrzało nie było odwrotu. Człowiek zostawał przy niej już na zawsze, przyszpilony milionem maleńkich szpileczek z niebieskimi główkami. Czasem schodził niżej, do pełnych, zawsze pomalowanych na krwisty odcień czerwieni ust i zadartego, małego noska. Błąkał się po rumianych policzkach licząc piegi zdobiące jej buzię i płakał nad niesamowitą urodą panienki. 
        Miała ogromne upodobanie do długich spódnic, niczym z poprzedniego stulecia, zawsze w pastelowych kolorach, nie pozwalała sobie wyglądać na chociażby trochę smutną.
        Umiała świetnie ukrywać emocje i grać niczym damska wersja DiCaprio. Wielkimi ilościami pudru i podkładu, o trzy tony za jasnego, ukrywała wory pod oczami spowodowane ciągłą pracą i nakładaniem sobie zbyt wielu rzeczy na barki. A on nie mógł jej w żaden sposób pomóc.
Był dla niej ciężarem i każdy to widział, bo z biegiem czasu jej fasada zaczęła się powoli sypać. Coraz częściej zapominała o zakręceniu włosów, jej ulubiona pomadka w końcu się złamała, a ona nie miała ani minutki, by wyskoczyć do pobliskiej drogerii i nabyć nową. Spódnice zamieniła na spodnie, bo tak było wygodniej, a to grało pierwsze skrzypce w życiu, które sobie wybrała. W życiu u jego boku. 
        Zmieniała się nie tylko na zewnątrz ale i w środku- nie czuła już potrzeby bycia dla wszystkich miłą, jawnie ukazywała swą frustrację, czasem zdarzało jej się wyrzucić z siebie jedno, czy dwa przekleństwa. Wszyscy uważali go za powód jej okropnej zmiany, zarzucali mu, że przez jego durne problemy nie mogła się rozwijać i pozostać sobą w tej pięknej, pudrowanej postaci.
  Tylko on tak właściwie wiedział, że wszystko było w jak najlepszym porządku. Znał jej przeszłość i plany na kolejne lata, zdawał sobie sprawę z tego, iż to on był przyczyną tej dziwnej zmiany, ale rozumiał też czego chciała. Dawał jej pretekst, którego czepiała się do końca swoich dni, a on jej na to pozwalał. Chociaż raz jego wady mogły pomóc, trochę ją odciążyć. 
        W domu zawsze była tą samą osobą co zawsze, śmiała się z głupawych komedii puszczanych w telewizji, nie dbała o wygląd i chodziła w dresowym komplecie. W domu nie musiała udawać, on był jej domem. A to, że nie posiadał kilku rzeczy zupełnie jej nie przeszkadzało, uważała to za coś wyjątkowego, co zawsze zbywał śmiechem.
        Siedział teraz przy jej kamiennej płycie, wpatrując się w wygrawerowane na złoto cyferki i uśmiechał się słysząc jak inni oskarżają jego defekt o przyczynę przedwczesnej śmierci. Pozwalał im na to, chociaż tak mógł jej pomóc. 

Komentarze