"Samotność"

Wokół panował przyjemny półmrok letniego poranka. Kilku promieniom słonecznym udało przedostać się przez korony drzew i oświetlić mały, piknikowy kocyk w kratkę ułożony na środku polany. Zielona trawa skropiona była rosą, a część ptaków powoli budziła się do życia i rozgrzewała swoje struny głosowe. Na kocu leżała dwójka ludzi, zwróceni byli twarzami do siebie i nieśmiało, ale z ogromnym uczuciem, wpatrywali się sobie w oczy. Cisza, która zawisnęła między nimi przerywana była jedynie pytaniami, wyszeptywanymi tak cicho, jakby bali się, że za chwilę obudzą się z pięknego snu.
Chłopak wyciągnął rękę, której nie trzymał pod głową, w stronę dziewczyny i delikatnie odgarnął złoty lok z jej czoła. Zamknęła oczy i westchnęła cicho, rozkoszując się trwającą sielanką. Miała świadomość, że niedługo będą musieli to zakończyć, powiedzieć sobie cześć i już nigdy więcej się nie zobaczyć, ale próbowała odsunąć to jak najdalej od siebie.
-Jak to jest- zaczął. Zmarszczył brwi, jakby zastanawiał się nad tym, czy naprawdę chce przerwać ten moment, po czym ponownie się odezwał.- Jak to jest być ciągle samemu?
Blondynka zamrugała kilka razy, by dać sobie czas na ułożenie sensownej odpowiedzi. No właśnie, jak to jest? Siedzieć samemu na szkolnym korytarzu będąc otoczoną przez tylu ludzi, ale nie móc odezwać się do nikogo z nich. Wracać do domu po całym dniu nie odzywania się do innych, by zastać ciszę i brak butów mamy w korytarzu. Spędzać tak całe tygodnie, gdy wyjeżdża na konferencje, a ona musi zajmować się domem.
-Jest ciężko- odpowiedziała w końcu. Chłopak wywrócił oczyma, ale, patrząc prawdzie w oczy, czego tak właściwie oczekiwał? Znali się zaledwie dwa tygodnie, a on za kilka godzin miał wyjechać na drugi koniec kraju i już nigdy nie wrócić.- Ale nie beznadziejnie- dodała, by chociaż trochę bardziej zadowolić go odpowiedzią.
Poranna mgła wisząca nad nimi nieco się rozrzedziła, coraz więcej promieni słonecznych przecinało niebo, a rosa błyszczała w ich blasku. Na skraju lasu stanęły niepewnie dwa zające i poczęły przyglądać się przedziwnej parze.
-Przecież musisz mieć jakichś przyjaciół- stwierdził uparcie. Dziewczyna zaśmiała się cichutko i spojrzała na niego z politowaniem.
-Wy, popularni ludzie, macie bardzo zabawne pojęcie o życiu innych- powiedziała z uśmiechem na ustach.- Niektórym przyjaciele po prostu nie są potrzebni, rozumiesz?- zapytała, ale on tylko uniósł jedną brew ku górze. Westchnęła i usiadła na kocu po turecku, wcześniej rozprostowując nogi.- Samotność nie jest wcale taka zła. Lubię siedzieć sama w domu i słuchać głośno muzyki, tańczyć i śpiewać tak głośno, że moja matka by na mnie za to nakrzyczała. Uwielbiam wychodzić na obiady do baru niedaleko i w ciszy jeść naleśniki, rozkoszować się nimi bez potrzeby informowania o tym innych. A to, co słyszę, jeny! Wszyscy myślą, że my, nieśmiali samotnicy, nigdy nie podsłuchujemy- zachichotała, po czym spojrzała w górę, pozwalając, by słońce oświetliło jej twarz i uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
-Czyli wolisz być sama niż wychodzić z przyjaciółmi i mieć coś z życia?- zapytał niepewnie chłopak. On również podniósł się z pozycji leżącej i siedział z wyprostowanymi nogami, podpierając się na dłoniach.
-Nie, oczywiście, że nie- mruknęła, nieco wybita z rytmu.- Sęk w tym, że skoro nie mogę czegoś mieć, to czemu mam za tym tęsknić? Oczywiście, że samotność ma też swoje wady, jak wszystko. Nie wiem, czy nawet nie więcej niż zalet- przyciszyła głos.
Ptaki wzbiły się już w powietrze, by beztrosko gonić się po niebie i rozkoszować się piękną pogodą. Doszły do nich stłumione dźwięki autostrady umiejscowionej niedaleko, a nieunikniona rozłąka nieubłaganie się zbliżała.
-Czemu tego nie zmienisz? Dlaczego nie możesz przestać być samotna?
-To nie takie proste- odwróciła się do niego całkowicie. Ułożyła dłonie na jego kolanach i spojrzała głęboko w oczy, które w świetle słońca mieniły się różnymi kolorami.- Ja po prostu nie umiem rozmawiać z ludźmi, czuję się wyobcowana wśród moich znajomych z klasy. To jak się ze sobą porozumiewają, jakiego języka używają, ich dowcipy, sposób bycia, to wszystko mnie przytłacza. Nie jestem w stanie rozmawiać z kimkolwiek dłużej niż piętnaście minut na przerwie, a to też nie zdarza się zbyt często.
-Ze mną rozmawiasz normalnie.- przerwał jej. Chwycił jej, znacznie mniejsze, dłonie w swoje i powoli splótł ich palce.
Jej głowa krzyczała, by coś zrobiła. To były ich ostatnie godziny, a ona pozwalała, by owinął ją sobie wokół palca, a potem po prostu zniknął. Z tyłu głowy kłębiły się myśli, przeczucie mówiące, że będzie bardzo cierpiała. Jednak z drugiej strony było jej serce, które nerwowo trzepotało w jej piersi za każdym razem, gdy był blisko niej. Kazało jej zostać, cieszyć się ostatnim spotkaniem i wykorzystać je jak najlepiej.
-Jesteś inny niż oni, specjalny- wyszeptała i uśmiechnęła się niepewnie. Nachyliła się i złożyła krótki pocałunek na jego czole.
Postanowiła posłuchać serca. Właśnie dlatego, gdy godzinę potem pożegnali się przy pomarańczowym Jeepie jego taty, pomachała mu na pożegnanie i poczekała aż zniknie za horyzontem, po czym pozwoliła łzom płynąć. Samotność była ciężka, ale nie beznadziejna.

Komentarze