"Tajemnica"

     Bardzo dobrze wiedział, że nie powinien tam przychodzić, zwłaszcza nie tego dnia. W domu czekała na niego żona- dobra kobieta, a jak piękna. Zawsze się o niego troszczyła i wybaczała wszystkie głupstwa, a tego z pewnością było dużo. Była statyczna, miła, urocza- typowa dziewczyna z sąsiedztwa. Oczywiście był to wybór jego rodziców, a on nie mógł się sprzeciwiać, dzięki temu małżeństwu zyskał fortunę i mógł spełniać wszystkie swoje marzenia. Żałował tylko, że nie mógł robić tego sam.
     To nie tak, że nie darzył Emmy uczuciem, wręcz przeciwnie. Kochał ją całym sercem, ale jako młodszą, trochę niezdarną siostrzyczkę. Miała zaledwie dwadzieścia dwa lata, nadal studiowała, ale starała się to wszystko przeplatać z domowymi obowiązkami i byciem dobrą żoną. Bardzo to doceniał, czasem nawet wyręczał ją w niektórych pracach, albo przynosił bukiet żonkili. Zawsze zapominał o jej alergii, przecież były takie śliczne.
     Potrząsnął głową wyrzucając z niej kobietę i popchnął potężne, czarne drzwi, wchodząc do ciemnego korytarza. W podłodze i suficie zamontowane były światełka migające w różnych kolorach. W powietrzu unosił się zapach dymu papierosowego, alkoholu i potu. Wziął głęboki oddech i ruszył w kierunku dudniącej, prowokującej muzyki.
     Wnętrze klubu ze striptizem było o wiele bardziej przytulne niż mogłoby się wydawać. Pod ścianami, wokół sceny z metalowymi rurami i w niektórych, przypadkowych miejscach porozstawiane były ciemne kanapy obite skórą. Bar ustawiony w przeciwnym końcu pokoju podświetlony był na czerwono, na ten sam kolor świeciły się światła na scenie. Wokół było mnóstwo mężczyzn w różnym wieku i o widocznie innych stopniach zamożności. Jedni siedzieli popijając drinki i jeżdżąc wzrokiem po skąpo ubranych, młodych dziewczynach, czasem wychodząc z jedną z nich do prywatnego pokoju. Inni rozmawiali ze sobą, rzucając krótkie spojrzenia na scenę, oglądając pokaz.
     On skierował się prosto do baru, potrzebował czegoś mocniejszego, by swobodnie poczuć się w tym miejscu. Bywał tam zdecydowanie za rzadko, aby przyzwyczaić się do panującej aury. Zaczepiło go kilka urodziwych pań, ale uśmiechnął się grzecznie i kontynuował swoją wędrówkę. Gdy w końcu udało mu się przepchnąć do wymarzonego miejsca zamówił trzy kolejki najdroższego trunku jaki sprzedawali i oparł się o ladę, wypatrując wzrokiem kogoś, kto przykułby jego uwagę.
     Kilka drinków później w końcu zauważył czerwoną czuprynę górującą nad resztą panów w pomieszczeniu i ruszył w jej stronę. Byli umówieni, jak zawsze w tym samym miejscu i o tej samej porze, jednak za każdym razem miał wątpliwości czy się zjawi. Dotarł do drzwi oznaczonych jako wejście dla personelu, obejrzał się, sprawdzając czy nikt za nim nie idzie, po czym wślizgnął się do środka.
     Wyglądał jeszcze piękniej niż gdy ostatnio go widział. Z krótkimi, postawionymi na żel włosami i kolczykiem w dolnej wardze. Patrzył na niego tymi szarymi oczami i uśmiechał się szeroko, rozkładając ręce, by porządnie się z nim przywitać. Bez chwili zawahania podszedł bliżej i wtulił się w pierś drugiego, mocno chwytając za koszulę swojego ukochanego.
-To jakieś tortury, nie wytrzymam z nią dłużej. Kończą mi się wymówki dlaczego nie chcę iść z nią do łóżka, ratuj mnie.- powiedział pół serio, pół żartem. Czerwono włosy zaśmiał się pod nosem i ucałował czoło drugiego.
-Jeszcze tylko trochę, muszę załatwić tylko kilka spraw i będziemy mogli się stąd zabrać, obiecuję.- wymamrotał, nie oddalając ust od głowy niższego. W odpowiedzi usłyszał głośny jęk dezaprobaty.
    Stali tak jeszcze przez chwilę, ale potem zabrzmiał dzwonek telefonu i musiał już iść. Jego żona czekała z kolacją. Martwiła się.
     Po raz pierwszy i ostatni złączyli swoje usta w pocałunku. Był delikatny, ale przekazywał wszystko co chcieli powiedzieć, to co czuli, ale nie mogli sobie powiedzieć.
-Muszę iść.- powiedział w końcu i odsunął się od wyższego mężczyzny.
-Wiem.

Komentarze