"Zatoka"
Wszystko wokół zaczęło się nagle walić. Jej dobre dni stanęły w płomieniach, zostały z nich zgliszcza, drobne kawałeczki wspomnień ukryte pod smutnym obrotem spraw.
Czuła się jakby była zatoką. Taką cudowną zatoką z czystą wodą i ciepłym piaskiem muskającym stopy oraz kolorowymi ptakami zasiadającymi na drzewach nieopodal. Wszystko wokół było żywe, piękne. Słońce raziło w oczy, a ja skóra przybierała złotej opalenizny. Nic nie wydawało się być złe, nie z tej bajki, wyjęte z kontekstu. A jednak.
Do każdej zatoki wpływają różne wody przyniesione przez różne prądy i ten jeden nie był dobry. Wprowadził zamęt, zamieszanie, burzę w zatoce. Woda przybrała agresywniejszy, granatowy kolor, a na niebie zawisły obrzmiałe wodą chmury. Kolorowe ptaki pochowały się w szczelinach głazów, piasek został w części wymyty, zabrany przez okrutny prąd.
Była zdezorientowana, bezsilna. Mogła tylko patrzeć jak powoli wszystko się wali, rozpada. Jednak w końcu musi nadejść koniec każdego sztormu.
Złe prądy zniknęły pozostawiając za sobą spustoszenie i dziury, których nie sposób się pozbyć. Chmury zostały przegonione przez słońce, które oświetliło ten ogromny bałagan. Ptaki wróciły na niebo i powoli pomogły naturze w odbudowaniu zatoki, zatkaniu ubytków. Zajęło to trochę czasu, ale piasek w końcu wyrównał się układając równą linię brzegową, przy której zatrzymywały się fale. Czasem były wzburzone, jednak sztorm nie powracał, jedynie drobny deszcz dawał jeszcze o sobie znać.
W zatoce pojawiło się kilka nowych ptaków, które usadowiły się na pogiętych palmach i przyglądały się temu wszystkiemu, czasami podlatując bliżej, by upewnić się, że wszystko jest na swoim miejscu.
Czuła się jak zatoka po wichurze i burzy, ale słońce powoli zaczynało przeganiać ciemne chmury z nieba.
Czuła się jakby była zatoką. Taką cudowną zatoką z czystą wodą i ciepłym piaskiem muskającym stopy oraz kolorowymi ptakami zasiadającymi na drzewach nieopodal. Wszystko wokół było żywe, piękne. Słońce raziło w oczy, a ja skóra przybierała złotej opalenizny. Nic nie wydawało się być złe, nie z tej bajki, wyjęte z kontekstu. A jednak.
Do każdej zatoki wpływają różne wody przyniesione przez różne prądy i ten jeden nie był dobry. Wprowadził zamęt, zamieszanie, burzę w zatoce. Woda przybrała agresywniejszy, granatowy kolor, a na niebie zawisły obrzmiałe wodą chmury. Kolorowe ptaki pochowały się w szczelinach głazów, piasek został w części wymyty, zabrany przez okrutny prąd.
Była zdezorientowana, bezsilna. Mogła tylko patrzeć jak powoli wszystko się wali, rozpada. Jednak w końcu musi nadejść koniec każdego sztormu.
Złe prądy zniknęły pozostawiając za sobą spustoszenie i dziury, których nie sposób się pozbyć. Chmury zostały przegonione przez słońce, które oświetliło ten ogromny bałagan. Ptaki wróciły na niebo i powoli pomogły naturze w odbudowaniu zatoki, zatkaniu ubytków. Zajęło to trochę czasu, ale piasek w końcu wyrównał się układając równą linię brzegową, przy której zatrzymywały się fale. Czasem były wzburzone, jednak sztorm nie powracał, jedynie drobny deszcz dawał jeszcze o sobie znać.
W zatoce pojawiło się kilka nowych ptaków, które usadowiły się na pogiętych palmach i przyglądały się temu wszystkiemu, czasami podlatując bliżej, by upewnić się, że wszystko jest na swoim miejscu.
Czuła się jak zatoka po wichurze i burzy, ale słońce powoli zaczynało przeganiać ciemne chmury z nieba.
Sztuka z geniuszu sztuki. Cudowności!
OdpowiedzUsuń